Wielokrotnie otrzymuję pytania w stylu:
“Jakie zagraniczne serwisy z płatnymi typami polecasz?”
“Szukam dobrych typów w zagranicznym serwisie bo polskie to dno”
“Organizuję składki na zagraniczne płatne typy – jesteś zainteresowany?”
“Mam dostęp do mega dobrych typów z zagranicznego serwisu i za parę groszy mogę się nimi podzielić”

Zacznijmy od tego. W przypadku większości szanujących się serwisów, które nastawiają się na rynek globalny, ceny zaczynają się od jakichś 50 eur za miesiąc dostępu. Są takie, które każą sobie płacić po kilkaset eur za miesiąc, czy nawet za pojedynczy typ – choć szczerze mówiąc nie ma żadnych przesłanek żeby za typy płacić takie pieniądze. Jeżeli wraz z ponadprzeciętnie wysokim abonamentem ktoś używa jednocześnie słów fix, insider czy secret to można sobie z miejsca taki serwis odpuścić – tak awansem mówiąc.
Czy te kilkadziesiąt eur za dostęp to dużo czy mało? A może w ogóle nie powinno się płacić za typy?
Tak jak w popełnionym jakiś czas temu wpisie – płatne typy za i przeciw - cały czas utrzymuję, że za dobre usługi warto płacić. Jeżeli nawali nam samochód to zamiast grzebać przy nim cały dzień lepiej odstawić go do mechanika. Jeżeli coś nas boli, to zamiast leczyć się przy pomocy medycyny ludowej, lepiej zapłacić za wizytę u lekarza.
Tak samo jest z typami. Możemy siedzieć nad tym całymi dniami, bez gwarancji na sukces, albo kupić dobre typy od kogoś (i zwalić na niego winę jeśli nie osiągniemy sukcesu). Płacenie za typy nie jest niczym niezwykłym.
Alternatywą dla płatnych serwisów bukmacherskich są serwisy darmowe (thank you Captain Obvious). Warto poświęcić chwilę czasu i zastanowić się jak funkcjonują. Jeżeli nie pobierają żadnych opłat to 95% nich utrzymuje się z reklamowania bukmacherów. Jeżeli reklamują bukmacherów to zapewne uczestniczą w programach affiliacyjnych. A to mówi już nam bardzo dużo o motywach działania właściciela.
Jak działa program partnerski? Zasada jest w większości przypadków ta sama, mimo to, bardzo niewielu użytkowników stron bukmacherskich zdaje sobie sprawę jak bardzo jest robiona w chuja. Sorry za dosadne słownictwo, ale prawda jest w tym przypadku brutalna.
W programie partnerskim bukmacher wypłaca prowizję właścicielowi danej strony. Od czego? Od przegranych poleconych przez niego użytkowników. Prowizje wahają się w granicach 25-40% zysku bukmachera.
Ilu uczciwych znajdzie się przy takim modelu wynagrodzeń? Śmiem twierdzić że niewielu. Jeśli o mnie chodzi, wolę płacić za typy niż mieć świadomość, że gość, który mi je “w dobrej wierze” udostępnia, dostaje prowizję od moich ewentualnych przegranych.
A jak funkcjonują te znienawidzone przez większość płatne typy? Pobierają opłaty, dzięki którym można utrzymać porządny serwis i osiągnąć jakiś zysk – nie oszukujmy się – w tej branży nikt nie działa charytatywnie. Alternatywą do płatnych serwisów, ze wszystkimi ich przywarami, jak wysokie ceny czy próby naginania statystyk – są darmowe serwisy, które dla odmiany nie prowadzą żadnych statystyk, a właściciel bogaci się na każdej twojej przegranej. Płatne serwisy są w dużej mniejszości, zarabiają dużo mniej, niż te “darmowe”, dochodzą też zobowiązania wobec użytkowników, z których część nie potrafi się wywiązać.
Przeciętny gracz nie potrafi zrozumieć jak darmowy serwis może zarabiać dużo więcej niż płatny serwis.
Ale może to właśnie dzięki temu gracz jest przeciętny i ma 90% szans na przegranie swoich pieniędzy?
Z grubsza nakreśliłem wam realia rynku. Teraz słówko o tym dlaczego nie uznaję zrzutek na typy. Normalnie odwołałbym się do poszanowania własności intelektualnej, ale w tym kraju to ma mniej więcej taki sens jak tłumaczenie zalet prawdziwej miłości gwałcicielowi recydywiście.
Polska to biedny kraj. Budżety większości graczy, nawet tych którzy uważają się za profesjonalistów są śmiesznie niskie w porównaniu do graczy z cywilizowanych krajów. W sumie nie ma się co dziwić, jeżeli w polsce zarabia się 20% tego co w europie zachodniej… Do czego dążę? Z budżetem wynoszącym 2, 3 czy 4 tysiące złotych, bo więcej przeciętny zdzisiek w polsce nie wyłoży na zakłady – moim zdaniem nie ma w ogóle sensu pchać się w zagraniczne płatne typy czy płatne typy w ogóle.
Zasada jest taka, jeżeli zapłata za daną usługę – czyli dajmy na to te kilkadziesiąt eur – jest dla ciebie za wysoka, lepiej żebyś dał sobie z tym spokój. Zaoszczędzisz sobie rozczarowania, po tym jak po dwóch czy trzech kolejnych przegranych stracisz połowę swojego “budżetu” i będziesz miał pretensje do całego świata. Zakłady bukmacherskie to inwestycja długoterminowa. Ale żeby grać długoterminowo, trzeba ograniczać stawki do kilku % budżetu. Przy niskim budżecie nawet solidny 10 czy 15% zysk zapewni ci ledwie równowartość paru misek ryżu – imo szkoda zachodu.
Kogoś, kto robi coś dobrze trzeba wynagradzać, tak żeby go zmotywować do dalszej pracy na podobnym poziomie w przyszłości. Nic nie motywuje lepiej niż pieniądze. Tak, wiem. To się nie mieści w polskiej mentalności. Jeżeli jest okazja żeby kogoś oszukać i zaoszczędzić 30 euro, to tylko frajer by płacił. M.in dlatego w polsce większość ludzi nadal zarabia dziś mniej niż 500 eur na miesiąc. No bo skoro można oblecieć po minimalnych kosztach, to tylko frajer by płacił pracownikowi więcej.
Zrzucanie się po kilkadziesiąt złotych “na zagraniczne typy” jest dla mnie zwykłym dziadostwem, tak samo jak paradowanie w podrobionej bluzie od wietnamczyka. Tymczasem w polsce niektórzy, tak jak chłopaki z Betgang.pl uczynili podkradanie typów sposobem na byznes. Opłata, jaką pobiera za typy właściciel danego serwisu – jest bardzo ważnym indykatorem tego jak ocenia swoją pracę i jakiego użytkownika preferuje.
Jeżeli nie stać mnie na abonament dostępowy to na 99% sam produkt też nie jest dla mnie. Większość z polskich graczy postrzega zagraniczne serwisy (polacy kochają wszystko co zagraniczne) jako pewien rodzaj świętego graala. Znalazłem dobrego typera z zagranicy, oczekuje że będzie wygrywał dla mnie wszystko jak leci, nawet jeśli kłoci się to ze zdrowym rozsądkiem czy podstawami matematyki. Potem przychodzi moment rozczarowania. Gość przegrał 3 razy z rzędu i większość mojego budżetu wyparowała – jak to możliwe? Oszust!
Przede wszystkim – wracamy do punktu wyjścia – nie ma cudów. Nie ma bukmacherskich magików, którzy w długim terminie są w stanie utrzymać 20 czy 30% stopę zwrotu. Jeżeli ktoś poprzedni miesiąc zamknął z 30% zysku – a my dzięki temu zdecydowaliśmy się na jego typy – to trzeba pamiętać, że najprawdopodobniej część tego zysku “odda w najbliższym czasie.
Ile w takim razie trzeba mieć bukmacherskiego kapitału żeby zacząć inwestowanie z płatnymi serwisami? Moim zdaniem przynajmniej jakieś 5000 eur. Poniżej biorąc pod uwagę średnie ceny dostępu i to, żeby gra w długim terminie była w jakiś sposób opłacalna, raczej nie ma sensu w to wchodzić.
U kogo grać? Przede wszystkim znane i sprawdzone serwisy. Im większy serwis z większą reputacją tym mniejsza szansa bycia oszukanym. Nie będę wskazywał w tym artykule konkretnych serwisów, bo sytuacja na rynku zmienia się dość często. Kiedyś tutaj zrobiłem błąd i opisałem jako solidny Betbank1×2.pl – krótko po tym Betbank miał 6 kolejnych miesięcy na minusie i zaczął eksperymenty z wróżbami – co parę osób mi wypomniało.
Dlatego w tym wpisie nie będzie żadnych rekomendacji. Co nie znaczy oczywiście, że autor nie jest zorientowany w rynku. Zainteresowanych zapraszam do wysłania mi wiadomości.



2 Trackbacks
[...] Kontakt « Płatne typy z zagranicznych serwisów [...]
[...] Najlepszym podsumowaniem niech będzie to, że największą popularność zdobywa ostatnio ten, który zajmuje się jumaniem typów z innych serwisów, tak żeby miejscowi gołodupcy mogli sobie na nie pozwolić. Znacie moją opinię o tym procederze. [...]