Ile wart jest teraz polski rynek bukmacherski?

Ostatnio postanowił sprawdzić to pewien bukmacher zwany William Hill (założony w 1934), który to postanowił zawojować nasz rynek promocją z bardzo atrakcyjnymi warunkami.

Oferta w polskich warunkach praktycznie niespotykana – 100% bonus do kwoty 100 funtów przy trzykrotnym obrocie z bardzo niskim kursem minimalnym – 1,5 to brzmi jak raj dla graczy, można się tylko domyślać jak ciężkie straty musiał ponieść William Hill (założony w 1934) że postanowił zakończyć tą promocję przed czasem… :)

To pokazuje, że rynek CEE (central&eastern europe) wcale nie jest dla bukmacherów tak atrakcyjny jakby się wydawało. Ludzie generalnie nie śmierdzą gotówką, a ci którzy grają są bardziej uważni i liczą się z każdym groszem. Pokazuje też to historia Ladbrokes (założony w 1886), które wykorzystało byle pretekst, aby czmychnąć z naszego rynku.

Na polskim rynku zostaje więc stała gromadka popularnych firm – Bwin, Bah, expekt, unibet, betclic, sportingbet, które mają ugruntowany udział w rynku, wypromowane marki i … drakońskie marże.

Jeśli przyjrzymy się im bliżej, firmy te od dłuuuugiego czasu nie oferują nic nowego, ostatnio tylko betclic wyskoczył z powiększonym zakładem bez ryzyka do kwoty 200pln, poza tym całkowita stagnacja.

Nie wiemy jak nowe prawo wchodzące właśnie w życie wpłynie na rynek zakładów internetowych, nie, inaczej – nie wiemy jak dużo znajdzie się pizd, które nie wiedzą jak korzystać anonimowo z internetu i przestraszą się propagandy lejącej się z tv lub gazet. Ale generalnie tendencja powinna być taka, że nasz rynek może trochę stracić na znaczeniu.

Dlatego takich przypadków jak ten od Ladbrokes czy wcześniej Die Interwetten (założony w 1939) będzie więcej – firmy będą zamykać polskie platformy, zwalniać polski support i/lub blokować dostęp dla polaków. Natomiast dotyczyć to będzie głównie najsłabszych i najmniej popularnych graczy na naszym rynku, więc w sumie nie ma się co martwić.

Na pewno jednak ofert promocyjnych i bonusów dla polaków będzie mniej a ci gracze, którzy lubią łowić takie oferty będą musieli szukać trochę dalej wśród firm o mniejszej reputacji.

Ladbrokes wycofuje się z polskiego rynku

z polskiego rynku.

Maile takiej treści otrzymali klienci tego bukmachera:

W lipcu 2011 roku na terenie Polski w życie wejdzie nowa ustawa o grach hazardowych. Nowe prawo zezwala na zakłady sportowe jedynie firmom posiadającym polską licencję. [Tak samo jak poprzednia i ta z 1992 roku - dop. moja.]

Firma Ladbrokes Betting and Gaming podlega licencji przyznanej przez inny kraj Unii Europejskiej, w związku z czym nie będzie ubiegać się o polską licencję.

Z powodu powyższej decyzji firma Ladbrokes nie może kontynuować działalności w Polsce. Dlatego też z dniem dzisiejszym możliwość dokonywania zakładów oraz nowych depozytów zostanie zablokowana na kontach użytkowników. Wszelkie środki pieniężne znajdujące się w sekcji zakładów sportowych, kasyna, kasyna Live Dealer, Pokera i Gier są bezpieczne. Nagrody za punkty pokerowe zgromadzone w czerwcu zostaną wypłacone a wszystkie zawarte zakłady sportowe zostaną rozliczone bez żadnych zmian, zgodnie z regulaminem Ladbrokes.

Prosimy o natychmiastowe wypłacenie wszelkich środków z konta użytkownika Ladbrokes.

Aby dokonać wypłaty, należy zalogować się na konto w serwisie Ladbrokes, w sekcji ‘Moje konto’ przejść do zakładki „Wypłata”, sprawdzić, czy dane do wypłaty są aktualne a następnie zlecić wypłatę. Po otrzymaniu zlecenia środki zostaną wypłacone w czasie nie dłuższym niż 10 dni roboczych. Obowiązuje standardowy regulamin wypłat Ladbrokes.

Możliwość dokonania wypłaty w ten sposób będzie dostępna do dnia 31 lipca 2011. Po tym dniu dostęp do konta zostanie zablokowany. Użytkownicy, którzy będą chcieli dokonać wypłaty środków po 31 lipca 2011 proszeni są o kontakt z Działem Obsługi Klienta pod adresem care@ladbrokes.com

Przepraszamy za uniedogodnienia i jednocześnie serdecznie dziękujemy za korzystanie z usług firmy Ladbrokes. W razie jakichkolwiek pytań prosimy o kontakt z Działem Obsługi Klienta pod adresem kontakt@ladbrokes.com (w języku polskim) lub care@ladbrokes.com (w języku angielskim)

Z wyrazami szacunku

Ladbrokes

I znowu… dla każdego kto nie ma kalafiora zamiast mózgu, oczywiste jest że Lad wykorzystał pierwszą lepszą okazję, żeby uciec z naszego rynku – podobnie jak niesławny Interwetten. Widocznie polscy zakładziarze, wraz ze swoimi “budżetami” nie generowali firmie zysków większych niż kosztowało utrzymanie polskiej platformy…

Ci którzy wieszczą z tego powodu upadek branży bukmacherskiej powinni puknąć się w głowę i sprawdzić co robią bukmacherzy, który mają trochę większy niż marginalny udział na naszym rynku, oni się nigdzie nie wybierają!

Wisła w Lidze Mistrzów?

Mistrz Polski w II i III rundzie eliminacji będzie rozstawiony. Jeśli je przejdzie, o fazę grupową zagra prawdopodobnie z jedną z pięciu drużyn – Glasgow Rangers, FC Kopenhaga, Dinamo Zagrzeb, Maccabi Hajfa lub BATE Borysów. W II rundzie krakowianie będą faworytami dwumeczu (podkreślenie moje), choć pomni niedawnych klęsk nie mogą zlekceważyć potencjalnych rywali z Bośni i Hercegowiny (Borac Banja Luka), Węgier (FC Fehérvár), Azerbejdżanu (Neftczi Baku) czy z Czarnogóry (Mogren Budva).

Dwa lata temu UEFA zmieniła zasady eliminacji i droga do LM dla mistrza Polski miała być łatwiejsza. Wtedy Wisła też była rozstawiona w II i III rundzie. Jednak już pierwsza przeszkoda – Levadia – okazała się nie do przejścia. Za to kolejny potencjalny rywal – gdyby wyeliminowała mistrza Estonii – VSC Debreczyn awansował do fazy grupowej LM.

donosi sport.pl

Bardzo ciekawe. UEFA od dwóch lat stara się jak może, żeby wepchnąć jakąś drużynę z Polski do LM. Droga do ligi mistrzów dla mistrza polski nie może być już łatwiejsza, chyba że zdecydują się nam przyznać dziką kartę. Mimo tego dwaj kolejni mistrzowie polski w dwóch kolejnych latach spartaczyli sprawę. Dwa lata temu wystarczyło pokonać estońską Levadię i węgierskie Debreczyn. Rok temu czeską Spartę i słowacką Żylinę.

Bez jaj. W tym roku na drodze Wisły przy odrobinie szczęścia stanie Dinamo Zagrzeb, Maccabi Hajfa lub BATE Borysów – to są rywale jak najbardziej do przejścia. Co więcej, jeśli mistrz polski, swoim zwyczajem po udanym sezonie nie rozsprzeda połowy składu, na co się tym razem nie zanosi to jak najbardziej ma szansę.

Nie jestem kibicem Wisły, ale to ona najbardziej podoba mi się w obecnym sezonie. Nie z oczywistego powodu, że zdobyli mistrzostwo. Mają wreszcie wartościowego trenera i dyrektora sportowego. Zaczęli wreszcie normalną politykę transferową, zamiast zwyczajowej łapanki. Jeśli porównać to z testami 20 “obiecujących” bramkarzy, z których żaden nie został ostatecznie zatrudniony to różnica jest kolosalna. Co ciekawe, w podstawowym składzie ostało się już tylko dwóch polaków, więc jest spora szansa, że w tym roku nie zleją początkowej fazy eliminacji, jak to miało miejsce wcześniej.

Jeśli Wisła w przerwie między-sezonowej nie osłabi składu, dojdzie jeszcze ze dwóch piłkarzy na najbardziej newralgiczne pozycje jak np. boki obrony to skłaniałbym się do tego, że zagrają wreszcie w tej upragnionej lidze mistrzów. Potrzeba trochę szczęścia (byle tylko nie wylosować Kopenhagi czy Rangersów w ostatniej fazie) ale premia za ryzyko jest spora. William Hill za typ na Wisłę w fazie grupowej ma kurs 11,0.  No bo ile razy można się kompromitować z azerami?

Jak założyć płatny serwis bukmacherski?

Dosyć popularny temat maili, które do mnie trafiają:  Jak założyć płatny serwis bukmacherski? Czy opłaca się założyć serwis z płatnymi typami? Jak sprzedawać swoje typy? No to pora na instrukcję krok po kroku, jak to zwykle na blogu – opisaną w dość dosadny jak się przekonacie sposób. Nie zrażajcie się obrazkiem. Sky is the limit – słynne motto amerykańskich inwestorów pasuje tutaj jak ulał. :D

1. Zdobywasz doświadczenie w zakładach. W pewnym momencie, gdy wygrasz kilka kolejnych zakładów stwierdzasz, że jesteś czołowym typerem w kraju.

2. Patrzysz na zagraniczne i krajowe strony z płatnymi typami bukmacherskimi. Zauważasz, że wszystkie są do dupy, skoro po kilku latach nie udaje im się wycisnąć średnio więcej niż kilka procent yieldu. Sam przecież miałeś w ostatnim tygodniu więcej.

3. Postanawiasz założyć swój własny płatny serwis. Podpatrujesz działające serwisy, tworzysz w myślach serwis, który stanie się w krótkim czasie najbardziej popularnym serwisem bukmacherskim w kraju a tobie pozwoli zbić majątek.

4. Wymyślasz zajebistą nazwę. Ale niefart. Domena zajęta. Kolejne pomysły również.  W końcu się udało, domena najbardziej-profesjonalne-doradztwo-bukmacherskie.pl jest wolna!

5. Wysyłasz zapytanie do agencji interaktywnej, bądź samemu szukasz grafika i programisty. Piszesz im jaki serwis chcesz mieć. Po paru godzinach przychodzi wycena. 12 tysięcy? Czy ich pojebało?

6. Odpalasz google i wpisujesz “darmowe szablony stron”. Nie znalazłeś nic ciekawego. Ostatecznie bierzesz ten, który znalazłeś na rapidshare. Ładny i do tego za darmo, tylko frajer płaciłby za takie coś te kilkadziesiąt dolarów. Zresztą po co miałbyś naruszać 20% swojego budżetu bukmacherskiego?

7. Przychodzi kolej żeby wrzucić jakieś fajne teksty na stronę. Siedzisz cały dzień przed oknem Word-a. To co napisałeś jest do dupy. Zaglądasz więc na inne płatne strony i kopiujesz to co oni mają zmieniając w tekście nazwę serwisu. Nie. Trzeba to jeszcze trochę pokolorować. Dopisujesz jak świetnym typerem jesteś i dlaczego konkurencja jest do dupy a ty nie. A i jeszcze skany kuponów. Nic tak nie działa na wyobraźnie jak wygrane. Robisz screeny swoich zakładów u bukmachera, tylko tych wygranych rzecz jasna. Dorabiasz większe numerki w photoszopie, wygrana 5000zł wygląda lepiej niż 50zł…

8. Ustalasz ceny abonamentów. Hmm… 199zł złotych za miesiąc będzie w sam raz, dobre typy trzeba dobrze cenić!

9. Czas mija, ale nikt na razie nie chce kupować tych abonamentów. Ludzie muszą się dowiedzieć o moim serwisie!

10. Spamujesz wszystkie możliwe fora bukmacherskie, dodajesz linki w komentarzach i na listach dyskusyjnych. Nie omijasz nawet tego bloga. Kupujesz też na allegro ebooka “wszystko o marketingu w internecie” koszt 9,99zł.

11. Promocja wreszcie przynosi efekty! Masz już kilkudziesięciu użytkowników, tylko cholera, wyniki jakoś nie za bardzo…

12. Czas mija, użytkowników przybywa, ale kolejny miesiąc wyszedł bez zysków a nawet na minusie. Pech, wcześniej tak dobrze mi szło.

13. Użytkownicy zaczynają się burzyć kiedy przychodzi kolejny miesiąc bez zysków. Ty też masz dość, po za tym sprzedaż abonamentów spadła prawie do zera. Wtedy wpadasz na pomysł. Usuwasz ze statystyk kilka przegranych meczów, dodajesz kilka wygranych. Hokus pokus i nagle okazuje się, że zamiast straty jest 40% zysk. Abonamenty znowu dobrze się sprzedają.

14. Dotychczasowi użytkownicy zauważają oszustwo i zarzucają ci brak wiarygodności. Postanawiasz się uwiarygodnić – muszę mieć monitoring!

15. Cholera. Sports tipsters chce za to 300 funtów plus vat! Postanawiasz olać to i założyć swój własny monitoring jak betmonitor.

16. Udało się,  masz serwis który osiąga niesamowite zyski i przy tym ma monitorowane archiwum. Tylko cholera, kolejny miesiąc z ogromną stratą. Użytkownicy są tak zdesperowani, że zaczynają ci grozić.

17. Masz tego dość. Postanawiasz sprzedać serwis. Oczywistym adresem pod który się udajesz jest allegro.pl. Serwis zarabia trochę kasy więc sprzedasz go za sporą kwotę bez problemu. Zarobki dokumentujesz screenem płatności. A co tam, zamiast 2000 zł dorabiasz 20000 zł. Wystawiasz serwis od 1zł, ale licząc na pięciocyfrową kwotę. W międzyczasie okazuje się, że wszystkie serwisy wystawiona na allegro zarabiają po kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie, wtf? Ostatecznie licytacja kończy się na sumie 352 zł.

18. Szczęśliwy nabywca już w myślach przelicza zarobione pieniądze. Ty masz trochę odpoczynku od prowadzenia serwisu.

19. Po trzech miesiącach znowu miałeś długą serię przegranych zakładów. Zabrakło pieniędzy na kolejny zakład…

20. Postanawiasz odpalić swój kolejny płatny serwis. Wracasz do punktu pierwszego.

Nasz drogi stadion narodowy

Zapewne trochę zbaczam z tematu, ale na potwierdzenie tezy z poprzedniego wpisu, o tym czy rzeczywiście Polska to bandycki kraj.

Dwa obrazki:

Stadion narodowy w Bukareszcie.

Pojemność: 55 tys widzów

Stanie w niecce starego stadionu, posiada rozsuwany dach, klasa 5 wg. UEFA

Koszt budowy: 1 miliard złotych

Stadion narodowy w Warszawie.

Pojemność: 55 tys widzów

Stanie w niecce starego stadionu, posiada rozsuwany dach, klasa 4 wg. UEFA

Koszt budowy: 2 miliardy złotych

I teraz zagadka:

Jakimś cudem rumuni potrafili wybudować taki sam stadion o około miliard złotych taniej, jak to możliwe?

Zatrudnili do jego budowy cyganów albo więźniów? Czy to może w Polsce nikt specjalnie nie liczy się z pieniędzmi podatników?

A może większość tych pieniędzy zwyczajnie (niemal tradycyjnie) rozkradziono?

Hmm…

Bandyckie prawo w bandyckim kraju

Portal Money.pl donosi o postępach prac w związku z wprowadzeniem nowej ustawy hazardowej. Gdybym nie był kulturalnym chłopczykiem na miejscu byłby jakiś niezły zestaw bluzgów, bo tylko to w zasadzie dobrze opisuje sytuację.

Przede wszystkim, dosłownie podnosi mnie jak słyszę to konsekwentne nazywanie “nielegalną konkurencją” lub “szarą strefą” firm LEGALNIE działających w innych krajach UE mających licencje wydane przez rządy innych krajów członkowskich.

Jak wielkim trzeba być ignorantem żeby coś takiego mówić? One są tak samo legalne jak nasze STSy. Internet jest tylko narzędziem komunikacji. Łączenie się ze stroną jakiegoś bukmachera z polski, mongolii czy jakiegoś innego kraju NIE POWODUJE, że usługa ta przestaje być świadczona w kraju, gdzie zarejestrowana jest dana firma, zgodnie z prawem obowiązującym w danym kraju.

Jeżeli kwestionujemy to, kwestionujemy również unijne zasady swobody gospodarczej, które zaakceptowaliśmy przystępując do UE. Polskie firmy mogą bez żadnych przeszkód świadczyć usługi dla obywatela każdego innego kraju UE. Analogicznie działa to także w drugą stronę. Ale polacy są już do tego stopnia ogłupieni manipulacjami Partii, że przełkną każde gówno, które Komórka ds. Propagandy im zaserwuje.

Wygrane uzyskane u bukmachera działającego np. w UK są w 100% legalne, są także opodatkowane (stawką w wys. 0%) – karanie gracza poprzez opisane w ustawie odebranie mu 100% uzyskanej wygranej jest całkowicie BEZPRAWNE. Zresztą z UK mamy umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania. Wygrane z zakładów bukmacherskich to legalny dochód, który podlega opodatkowaniu w kraju jego uzyskania – wielkiej brytanii. Polski fiskus nie ma najmniejszego prawa drugi raz opodatkować tych samych dochodów.

Polska to bandycki kraj. Zobaczcie jak tu się załatwia interesy. Przykładem niech będzie afera hazardowa, której oficjalnie nie było. Tak. Nikomu nie postawiono zarzutów, nikt nie został ukarany. W Polsce można całkowicie bezkarnie pisać ustawy za pieniądze i przyjmować łapówki. Nawet kiedy sprawa wydostanie się na światło dziennie, koledzy i tak będą w stanie się wywinąć, kiedy będzie naprawdę źle wystarczy odbębnić szopkę z komisją śledczą, w której zasiądą znajomi z Partii i która (oczywiście) nic nie wyśledzi.

Teraz “rząd” jawnie faworyzuje krajowe firmy, forsując takie przepisy, aby żadnej zagranicznej nie opłacało się wejść na krajowy rynek. Wszystko w imię walki z hazardem, który to oczywiście jest EVIL.

Próby zastraszenia graczy kontrolami i blokadą kont bankowych noszą znamiona nieuczciwej konkurencji. W świetle tego jak powstawała ustawa w 2009, nie trzeba być prorokiem, żeby stwierdzić, że to na kilometry śmierdzi przekrętem. Dotychczas takie wałki odchodziły głównie w krajach trzeciego świata. Partia czuje się widać już na tyle pewnie. Może się pomylę, ale zaryzykowałbym zakład, że umoczony w aferze Zbigniew Ch. będzie miał na tyle duży tupet, że nawet wystartuje w najbliższych wyborach.